Odnośnie #wojna i #afganistan…

Odnośnie #wojna i #afganistan to kiedyś przyszło mi jechać pociągiem z gościem, który podawał się za snajpera w Afganistanie albo Iraku. Wyciągnął piwo i chował je do śmietnika jak tylko przechodził konduktor, co kilka minut szedł do WC na papierosa. Sprawiał wrażenie całkowitego zakapiora i nawet obsługa pociągu wydawała się go bać i omijać szerokim łukiem. Wiedzieli, że pije i pali ale udawali, że tego nie widzą.

Jestem dość kontaktowym człowiekiem, z którym ludzie lubią rozmawiać. Więc jak tylko sobie popił to zaczął mi opowiadać o swoich misjach. Mówił, że zastrzelił tyle i tyle ludzi na swoich misjach (już nie pamiętam dokładnie, ale było to na pewno powyżej 30 osób). Nie znam się na militariach, ale sprawiał wrażenie bardzo kompetentnego. Opisywał swoją broń, jej optykę, odrzut, na co snajper musi zwracać uwagę i tak dalej.

Na początku myślałem, że facet z ściemnia (rozmowę na ten temat zaczął od 'wiesz… zabiłem wielu ludzi’). Ale im dłużej mi to wszystko opowiadał tym bardziej byłem skłonny mu uwierzyć. Gość miał PTSD wielkie jak skurwysyn, wyglądał jak tykająca bomba, która tylko czeka na moment żeby wybuchnąć całą złością i frustracją. Po kilku piwach wyciągnął swoją kolekcję noży i zaczął mi się nimi chwalić. W pewnym momencie dla 'żartów’ przystawił mi jeden z nich dosłownie 10 cm od szyi żebym go sobie dokładnie obejrzał. Potem chwalił mi się, że kiedy kanar złapał jego dziewczynę ten zaraz wsiadł do tego autobusu i zagroził, że go połamie jeśli nie anuluje jej mandatu.

Wtedy miałem pełne gacie. Ale teraz trochę mi go szkoda, bo jeśli mówił on prawdę to pobyt na misjach musiał całkowicie zniszczyć jego psychikę.

Jak myślicie, czy on był faktycznie tym za kogo się podawał, czy trafiłem raczej na jakiegoś ściemniacza?

#wojsko #militaria #armia